Dzisiejsze wynurzenia sponsoruje literka P.
P jak Próżność, P jak Pieniądze, P jak Pragnienia , P jak Moda i P jak Uzależnienie.
Zwalając winę za wszelkie moje stany emocjonalne na pogodę, dzisiaj muszę stwierdzić, że wiosenny look za oknem wskazuje na mój dobry humor. Ba, nawet zmotywował mnie do  napisania tekstu w tonie pełnym próżności i jakże niezwykle kobiecych przypadłości jakimi są wydawanie pieniędzy na ubrania, buty i torebki.
Idzie wiosna, nowe trendy, nowe kolekcje, a za tym wszystkim idą szeregi projektantów bestialsko mordujących portfele i konta uzależnionych od kupowania kobiet.
 Mnie jeszcze nikt nie zabił (bo przecież kryzys jest, ale tym razem nie o tym), ale już powoli wyszukuje, co ciekawszych (w moim mniemaniu) „mast hewów”.
 A jak must have to must have, czy masz hasy czy nie, bo przecież trzeba się pokazać. No i oczywiście nie być w tyle. Za całą resztą. Kapito? (Chyba nie kapito, przynajmniej ja nie kapito tego, ale tak mówią u mnie w biurowcu i znanych, odwiedzanych lunch barach).
Ludzie mnie zadziwiają. Szczególnie kobiety. O ile jestem w stanie zrozumieć kupowanie za grube sumy (używanych) unikatowych egzemplarzy książek, płyt, komiksów, czapek, czy nawet butów, to nigdy nie pojmę jak można wydać ponad 200 zł za sukienkę Atmosphere, która na wyspach kosztowała nie więcej jak 10 funtów. Nasi rodacy z Anglii wiedzą jak zarobić na spragnionych nowych rozwiązań Polkach nie mających u nas w kraju zbyt wielu miejsc, w których mogłyby popełnić modowe szaleństwo.

Fakt jest piękna i sama poszukam czegoś podobnego. Jednak 200 zł wolałabym wydać w Top Shopie, albo innym zagramanicznym sklepie kuszącym reklamami, na których widnieją piękne i znane gwiazdy mody, aktorstwa, czy muzyki. Nie zawsze prosto z fotoszopa.
Jeżeli już jesteśmy przy sukienkach to myślę, że czas najwyższy zacząć w nich chodzić – brzmi to niezwykle śmiesznie, bo nawet żałośnie, ale tak jakoś mi wyszło.
Jeżeli mam stawiać na sukienkę, to tylko w jakieś komiksowe wzory. Co by trzymać się swoich upodobań i fachu.

Zaobserwowałam ostatnio, że każda lala ma torebkę na łańcuszku. Coś alla nieśmiertelny hit Chanel.
Moja torebka marzeń -Chanelka 2.55 kosztuje tyle, że co najwyżej mogę sobie kupić jedną z jej klonów, ale to zawsze coś.
Tylko po co być jak tysiąc innych. Na swoje uczelni w ciągu 10 minut naliczyłam przynajmniej 5, bardzo wyglądających dziewczyn. I wszystkie miały „szanelkę” Z tej samej kategorii jest mistrzowska, zeszłoroczna Stam Bag od Marca Jacobsa.
Nie na moją kieszeń, ale też sporo firm wypuściło tańsze wersje z mocno zerżniętym designem. Trochę bolesne, ale cóż. Jedną podróbkę w życiu przeboleję.
Ale tylko jedną, jedyną.

We wczorajszym tekście napomknęłam, o butach. Buty, buty, buty – nigdy ich za mało. Poniżej prezentuje resztę moich snikearsów ze snów.

I na koniec dalej trwający trend: Oxfordy i chusta z babcinej szafy.

I w ten niebanalny sposób wydałam wirtualnie masę wirtualnej kasy, której nie mam, ale przynajmniej mi ulżyło, bo próżność i zakupowe szaleństwo odeszły razem z końcem tego tekstu.

. Rusko – Cockney Thug

Aktualizacja 16:03

Tak mi przyszło do głowy, że nienawidze ludzi z mojej pracy, którzy zostawiaja wszystkie brudne naczynia na zlewie i na zmywarce, zamiast je umyć, lub włożyć do mycia.
Ot co. Musiałam rozładować frustrację.