dumle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy w kategorii: Bez kategorii

    To sobotnie popołudnie zapadnie mi w pamięć z powodu
    kolorów, jakie mnie otaczały.

    Soczysta czerwień truskawek. Świeża zieleń sałaty. Nieskazitelna biel
    śmietany. Bordo wina w kieliszku.

    Pierwszy, normalny obiad od bardzo długiego czasu. We
    trójkę.

    Mam nadzieję, że to już będzie normą, a nie tylko chwilowym
    zjawiskiem.

    I nawet przełknęłam wątróbkę – chyba tylko wtedy mogła mi
    tak dobrze smakować.

     

     

    .Eyedea & Abilities – Spin Cycle

    Dzisiaj podczas ciężkiej pracy poszukiwawczej natrafiłam na przepiękne buty zaprojektowane przez Paule Marrot.
    Pani znana głownie z projektowania fikuśnych skórzanych torebek i portfeli została poproszona,o stworzenie designu dla Nike’a.
    Pani Marrot zajęła się modelem Dunk Hi Skinny. Efekty końcowe są boskie. Szkoda tylko, że kosztują 399 zł.
    Szczególnie zakochałam się w Sprm Nd Tz Pink Glaze/White – różowe, wysokie Dunki w drobny wzór przedstawiający jaskółki.
    Pamiętajcie kochani – niedługo mam urodziny !

    ZAPRASZAMY

    Zakochałam się w tym spocie reklamowym. Radosny, spontaniczny, energiczny, przywołujący gdzieś w głębi ducha chęć uczestniczenia w takiej imprezie. Czyste szaleństwo.  Poza tym masę znanych i lubianych twarzy powoduje lekki uśmiech i myśl – oni też potrafią się fajnie bawić (przynajmniej na tej reklamie).
    Kocham oldschoolowego Adidasa, a za tą reklamę to już dozgonnie.
    Niech ktoś zrobi takie house party!
    PROSZĘ!

    .Frankie Valli – Beggin’

    Dzisiejsze wynurzenia sponsoruje literka P.
    P jak Próżność, P jak Pieniądze, P jak Pragnienia , P jak Moda i P jak Uzależnienie.
    Zwalając winę za wszelkie moje stany emocjonalne na pogodę, dzisiaj muszę stwierdzić, że wiosenny look za oknem wskazuje na mój dobry humor. Ba, nawet zmotywował mnie do  napisania tekstu w tonie pełnym próżności i jakże niezwykle kobiecych przypadłości jakimi są wydawanie pieniędzy na ubrania, buty i torebki.
    Idzie wiosna, nowe trendy, nowe kolekcje, a za tym wszystkim idą szeregi projektantów bestialsko mordujących portfele i konta uzależnionych od kupowania kobiet.
     Mnie jeszcze nikt nie zabił (bo przecież kryzys jest, ale tym razem nie o tym), ale już powoli wyszukuje, co ciekawszych (w moim mniemaniu) „mast hewów”.
     A jak must have to must have, czy masz hasy czy nie, bo przecież trzeba się pokazać. No i oczywiście nie być w tyle. Za całą resztą. Kapito? (Chyba nie kapito, przynajmniej ja nie kapito tego, ale tak mówią u mnie w biurowcu i znanych, odwiedzanych lunch barach).
    Ludzie mnie zadziwiają. Szczególnie kobiety. O ile jestem w stanie zrozumieć kupowanie za grube sumy (używanych) unikatowych egzemplarzy książek, płyt, komiksów, czapek, czy nawet butów, to nigdy nie pojmę jak można wydać ponad 200 zł za sukienkę Atmosphere, która na wyspach kosztowała nie więcej jak 10 funtów. Nasi rodacy z Anglii wiedzą jak zarobić na spragnionych nowych rozwiązań Polkach nie mających u nas w kraju zbyt wielu miejsc, w których mogłyby popełnić modowe szaleństwo.

    Fakt jest piękna i sama poszukam czegoś podobnego. Jednak 200 zł wolałabym wydać w Top Shopie, albo innym zagramanicznym sklepie kuszącym reklamami, na których widnieją piękne i znane gwiazdy mody, aktorstwa, czy muzyki. Nie zawsze prosto z fotoszopa.
    Jeżeli już jesteśmy przy sukienkach to myślę, że czas najwyższy zacząć w nich chodzić – brzmi to niezwykle śmiesznie, bo nawet żałośnie, ale tak jakoś mi wyszło.
    Jeżeli mam stawiać na sukienkę, to tylko w jakieś komiksowe wzory. Co by trzymać się swoich upodobań i fachu.

    Zaobserwowałam ostatnio, że każda lala ma torebkę na łańcuszku. Coś alla nieśmiertelny hit Chanel.
    Moja torebka marzeń -Chanelka 2.55 kosztuje tyle, że co najwyżej mogę sobie kupić jedną z jej klonów, ale to zawsze coś.
    Tylko po co być jak tysiąc innych. Na swoje uczelni w ciągu 10 minut naliczyłam przynajmniej 5, bardzo wyglądających dziewczyn. I wszystkie miały „szanelkę” Z tej samej kategorii jest mistrzowska, zeszłoroczna Stam Bag od Marca Jacobsa.
    Nie na moją kieszeń, ale też sporo firm wypuściło tańsze wersje z mocno zerżniętym designem. Trochę bolesne, ale cóż. Jedną podróbkę w życiu przeboleję.
    Ale tylko jedną, jedyną.

    We wczorajszym tekście napomknęłam, o butach. Buty, buty, buty – nigdy ich za mało. Poniżej prezentuje resztę moich snikearsów ze snów.

    I na koniec dalej trwający trend: Oxfordy i chusta z babcinej szafy.

    I w ten niebanalny sposób wydałam wirtualnie masę wirtualnej kasy, której nie mam, ale przynajmniej mi ulżyło, bo próżność i zakupowe szaleństwo odeszły razem z końcem tego tekstu.

    . Rusko – Cockney Thug

    Aktualizacja 16:03

    Tak mi przyszło do głowy, że nienawidze ludzi z mojej pracy, którzy zostawiaja wszystkie brudne naczynia na zlewie i na zmywarce, zamiast je umyć, lub włożyć do mycia.
    Ot co. Musiałam rozładować frustrację.

    Bełt

    1 komentarz

    Jakoś niedługo mija mi pierwszy miesiąc życia poza Ogrodem Zoologicznym.
    Życie na wolności nie jest jednak takie straszne jak to wiele osób zapowiadało. Jako mały nieporadny słoń (czy. słonik) uczę się stawiać pierwsze kroki i w odpowiednim rytmie machać trąbą w stronę kamery.
    Jako świeżo urodzone stworzenie, w swoim nowym miejscu staram się odpoczywać, regenerować siły, wyrażać siebie i pracować. Jako świeżak nie mam też parcia na szkło.
     Przyznam, że męczy mnie wyłącznie ta świetna pogoda.
    Dzisiaj dajmy na to raz śnieżyca, raz ostre słońce i za chwile znowu śnieżyca. Z rzygać się tylko trzeba do tego wszystkiego. Nie mam słów na to. Co za bełt.
     Nie wiem, o czym pisać.
    Bezsensowne to. Chciałabym coś, ale nie wiem co.
    Zabić pogodę.
    Bolą mnie stawy i mięśnie.
    Chcę do domu.
    Już za chwilę
    17.
    !

    Słoniostwo pomarudziło, a teraz do rzeczy trza przejść. Choruję na buty nowe. To już uzależnienie! Zresztą to jeden z wielu modeli, który aktualnie śni mi się po nocach i coś czuję, że nadszarpnie kieszeń mą.

    Ach no i muszę wszem i wobec zakomunikować,  że od dawien dawna nie jestem posiadaczką starego numeru telefonu 506.. i z pewnością nie mam wielu kontaktów, bardzo wielu. Dlatego nie zdziwcie się jak odezwę się na gronie, albo gg.
    Serio, to nie boli. To nie obraza. To tylko komunikacja.

    .Massive Attack – Unfinished Sympathy


     


     

    Jakże banalny tytuł mi się wkradł, ale inaczej tego nie da się zatytułować.Trudno mi zacząć pisać. Spowodowane jest to ilością wydarzeń i wiadomości, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Tak, to bardziej niż pewne. Multum informacji i tylko chwila czasu, żeby to jakoś ubrać w słowa.
    Z zawieszonymi dłońmi nad klawiaturą typu QWERTY czuje się jak pianista bez weny, lub pianista z nadmiarem pomysłów na nową kompozycję.
    Albo inaczej. Jestem malarzem, który tworzy obraz, ale z czasem coś zmienia, dodaje, udoskonala. Co z tego wyjdzie okaże się zapewne w przyszłości. Może być to coś pięknego, idealnego, do ubrania w cudne ramki, a może to być bohomaz.
    Tylko teraz bohomazy (czyt. Sztuka nowoczesna) są dalej w modzie i pada pytanie co zrobić z tym fantem? Najlepiej podzielić to na pół i stworzyć coś oryginalnego.

    Pracuje nad tym.

    Ostatnio wyprowadziłam się na tak zwane ‘swoje’. Ciężko było i los nie był za łaskawy w pierwszych dniach przeprowadzki, ale udało się. W końcu mam swoje cztery kąty i święty spokój. Swój azyl, miejsce pracy i inspiracji.
    Oraz finansowy wór bez dna. Bo o ile zawsze wiedziałam, że uwielbiam chodzić po sklepach typu Ikea czy Flo w poszukiwaniu nowych konceptów, oraz projektować wystrój wnętrz, o tyle wiem, że teraz jest to pewnego rodzaju uzależnienie.
    Mnogość kolorów, faktur i rozwiązań tak uderzyły po głowie, że muszę się pilnować i po cichu sobie tłumaczyć: spokojnie, nie wszystko na raz, zdążysz kupić w przyszłym miesiącu. I jakoś udaje mi się przetrwać z tym- zobaczymy jak długo.
    Poza tym dalej staram się spełnić w procesie twórczym. Mimo, że ostatnio tablet pokrył się sporą warstwą kurzu to jednak nie przestaje, o tym myśleć, podglądać innych twórców, wertować zdjęcia , rysunki i melodie mogące przynieś oryginalną wizję.
    Zamęcza mnie myśl jak udoskonalić technikę i jak sprawić, żebym miała na to wystarczająco dużo czasu.
    Miło jest jednak wrócić do domu, usiąść przy stole i wiedzieć, że coś co stworzyłeś własnymi rękami przynosi efekty. Może to być uśmiech, może to być zainteresowanie, a nawet zachwyt. Byleby to było pozytywne.
    Jeżeli już wspomniałam, o efektach pracy, to wczoraj doszłam do wniosku, że daleko zabrnęłam z moim dzieckiem – uknowhowwedo.com.

    Dotarło do mnie, że przyszedł moment, w którym sam Pete Rock odzywa się z głośników przy każdym wejściu na stronę i bynajmniej nie jest to jakiś sprytnie zmontowane nagranie. Jak bardzo rozrósł się mój twór (teraz już nas wszystkich, którzy przyłożyliśmy do niego rękę). Twór, który powstał w wyniku szukania dobrego zajęcia łączącego nałóg słuchania muzyki i pracę nad warsztatem „pisarskim”.
    Twór który wyrósł z dość negatywnych emocji, bo takie mi towarzyszyły głównie w tamtym czasie.

    Przy tym wszystkim bardziej lub mniej brakuje mi bliskich osób, które niejednokrotnie mnie wspierały – starych przyjaciół.  Ale tylko tych prawdziwych?
    Mimo, że w wielu wypadkach kontakt totalnie utonął pod całą stertą obowiązków, zajęć, zobowiązań to i tak większość kocham i czasami tęsknię.

    To wszystko jest takie po prostu.

    Poza tym już niedługo mija nam pierwszy rok. Z perspektywy dwunastu miesięcy mogę stwierdzić, że całkiem szczęśliwy, pełen nieoczekiwanych sytuacji i zmian. Zmian mojej własnej osoby.

    Cieszę się, że na niego trafiłam, bo teraz wiem, że prawdziwe szczęście to małe rzeczy.

     .Supersi – Get! (feat. Remedeeh)

    I oto mamy już 2009 rok. Chciałoby się powiedzieć, że z nowym rokiem nowe życie – banalne? Fakt, ale poniekąd tak jest.
    Jak zwykle coś tam sobie postanowiłam. Kategorie główne – bardzo przyziemne, poboczne jeszcze gorsze.
     W tym roku, nie kupie sobie jak 70% polskiego społeczeństwa bobrów i solar, nowych białych kozaków, nie zrobie sobie nowego akrylu na paznokciach, ani nie wykupie supermegapromocyjnego karnetu na solkę.
    Nie będę też jak 99% glamur . eko-spoko- zdrowego towarzystwa katować się na siłowni, odchudzać na siłę, czy też jeś same biodegradalne produkty (mimo, że, o zdrowie bardzo bym chciała dbać, jak potrzeba).
    W tym roku nie kupię sobie też kilogramowego łańcucha na szyję, ani pięćdziesiątej pary sników.
    Nie będę obiecywać sobie, że pójdę na wszystkie fajne imprezy, koncerty i wystawy, bo i tak pewnie tego nie zrobię.
    Nie będę też sobie obiecywac, że będę dla wszystkich miła, nie będę klnąć, złośliwić i wygarniać ludziom to, co o nich naprawdę myślę.
    Obiecałam sobie za to (zmobilizowana przez spora grupę osób), że nie będę marnować talentu, bo to podobno najgorszy grzech. Z tego powodu zainwestowałam w tablet i powiem Wam, że dobrze się z tym czuje.
    Przez parę godzin mogę się odprężyć, poćwiczyć i rozwinąć. Doszłam do wniosku, że chciałabym w życiu robić to co lubię, mimo, ze nie zawsze tak się da. Ale jeżeli się nie spróbuje, to się nigdy nie dowie. Dlatego też w tym roku poczynię kolejną, mądra decyzję izakupię lustrzankę.
     Poza tym jednym z moich założeń na ten rok jest oszczędzanie i tu też mały suprajs! Udało mi się założyć konto oszczędnościowe i coś tam już przelać.
     Kolejną sprawą na ten rok będzie przeprowadzka. Tu nie mam sobie co postanawiać, bo wszystkie kwestie nie są zależne od mojej osoby. Po prostu czekam na ten piękny moment, w któym usłyszę : możesz się już wprowadzać i ino mig spakuje tony książek, kiloramy płyt i hektolitry ciuchów i pobiegnę, nawet na własnych nogach, do mojego nowego, bardzo upragnionego mieszkanka.
     Poza tym mam spore plany dotyczące mojego pisania i prowadzenia uknowhowwedo.
    Marzenia, pomysły, plany – wszystko jest piękne, do momentu pierwszej przeszkody, na drodze, do ich realizacji.
    Najważniejszym postanowieniem dla mnie jest to, żeby wszystkie postanowienia nie umarły razem z końcem stycznia.
     Podobno Walt Disney zaplanował całe swoje życie i udało mu się dokonać tego wszystkiego, o czym teraz możemy przeczytać w jego licznych biografiach.
     Z całego serca chciałabym, aby ten rok był lepszy, owocniejszy, bardziej produktywny, żebym nie spotykała na swojej drodze beznadziejnych ludzi.
    I żeby on, dalej mnie tak mocno kochał :)

    Tym, o dziwo! pozytywnym jak na mnie akcentem życzę Wam wszystkiego najlepszego w nowym 2009 roku!

    A i poza tym blog istnieje od grudnia 2002, czyli sporo lat ;)

    .LaikIke1 – Level Up ( Prod. Bober )

    Ostatnio obserwuję dość dziwną tendencję. Lewsi Hamilton,
    kierowca rajdowy, zostaje mistrzem świata Formuły 1. W tym samym czasie, o
    czterdziestą czwartą prezydenturę walczy Barack Obama..
    Co łączy, tych dwóch Panów? Mega popularność i kolor skóry?
    I najprawdopodobniej jedno wynika z drugiego. I nie chodzi tu, o rasizm, albo
    jego brak.
     Żeby nie było.
    Prywatnie, nie ma dla mnie różnicy, czy ktoś jest czarny, biały, czy fioletowy,
    skąd pochodzi, ani czy myje się szarym mydłem – Jeleń, czy żelem od Diora.
     Otóż, chyba
    przebijamy samych siebie, w swoim umiłowaniu poprawności, kosmopolityzmie,
    tolerancji i temu pochodnych.
     Wszystko to, kreują
    media. Tendencje wyznaczane przez prasę, telewizję, radio, czy internet sugerują
    jednoznacznie poprawną niepoprawność. Dlaczego rzadziej możecie usłyszeć: Obama
    - najmłodszy prezydent w historii Stanów, a częściej: Pierwszy, czarnoskóry
    prezydent USA! albo dlaczego ważniejsze jest to, że mistrzem Formuły 1 został
    pierwszy raz, został czarnoskóry człowiek, a dopiero na drugim planie pojawiają
    się jego wcześniejsze osiągnięcia.
    Do takich refleksji zmusiły mnie dwa obrazki – jeden ze
    wczorajszego wydania Faktów, drugi z dzisiejszych Wiadomości TVP 1.
    W tefałenowskich newsach można było usłyszeć, wspomniany
    delikatnie zarzut, że nic nie można powiedzieć złego na, Obamę, bo może być to
    przyjęte za przejaw rasizmu, za to na „Jedynce” najpierw posądzono
    biednego rajdowca, którego nazwiska nie pamiętam, że celowo zwolnił przed linią
    mety, aby Hamilton mógł wygrac, a później, że jakiś Anglik obstawił dziesięć
    lat temu w zakładach bukmacherskich, że Formułę wygra czarnoskóry i dzięki temu
    wzbogacił się o 125 tys. funtów. Teraz, na stronach Programu 1 PR, można przeczytać
    prawdziwą wersję historii, albo jej ugrzecznioną wersję? A może to mi padło na
    uszy i czepiam się niepotrzebnie.
    Reasumując. Dlaczego
    nie można podchodzić do nich, jak do normalnych ludzi? Dlaczego pierwszeństwo
    ma tu multikolorowość i to, że trzeba być poprawnym. Wkurza mnie ta wymuszona
    „inność”.
     Cholera, murzyn to
    też człowiek. Taki sam jak ja, Wy, oni, czy nawet tamta starsza pani, biegnąca
    za autobusem.
     Czy przeciętny
    członek społeczeństwa, pretendujący do bycia bardziej trendy (to słowo już
    chyba nie funkcjonuje) niż reszta, powie, że jest za Obamą – bo a) jest się
    wtedy bardziej zajebistym, czuje się klimat mieszanki kulturowo-mentalnej -
    głosując na Obamę pokazuje, że jestem tolerancyjnym (a w większości przypadków,
    będzie to „gówno prawda”) b) bo, myśli tak jak Obama, popiera
    filozofię, plany, pomysł na życie, jakie przedstawia nam Barack ?
    Czuję, że większości dotyczy a. Ogrmone A, w tym wypadku.
    I z dwojga złego, bo jednemu i drugiemu kandydatowi daleko
    do ideału, wybrałabym Baraca. I nie, dlatego, że jest kurwa w innym odcieniu, a
    dlatego, że McCain jest stary i gdyby nie daj Boże, zeszłoby mu się na tamten
    świat, prezydentem zostałaby ta idiotka z Alaski, której nawet tam się wstydzą
    renifery, a społeczność nie chce, o niej słyszeć, wspierając Baranka całą swoją
    szczerością.

                                            

    Mam nadzieje, że nikt nie pomyśli, o mnie: RASISTKA.

    .Shawn Lee & Clutchy Hopkins – Across The Pond

    Marky Mark jak wino

    4 komentarzy

    To wszytko, co teraz napiszę, będzie tak naprawdę wyłącznie tłem, do zakończenia notki. Bo przecież nie napisze tekstu, o tym, o czym tak na serio bym chciała, bo przecież za chwile posypią się znowu oskarżenia i nawoływania, że wytaczam jakieś ciężkie działa przeciw wszystkim tym, którzy zaszli mi jakoś za skórę. Ale serio – nie martwi mnie to. Dlatego niech teraz na scenę wjedzie tło i dekoracja:

    Po dwóch dniach nieustającej imprezy, przygody i śmiechu, przyszedł czas na zmęczenie. Jakoś nie potrafię wejść już, w ten tryb balangowania cały weekend non stop, a później przejść szybko do porządku dziennego i wstać o 7:30 do pracy.
    Dlatego po niezwykle męczącym WBW (szczególnie dla Marcina) postanowiliśmy wycofać się na parę chwil, w ciemne kąty sali kinowej.
    Boże! Kiedy ja ostatni raz byłam w kinie? W zeszłym roku chyba to było. Trzecia część pana „Ołszon”.
     W sumie kino kojarzy mi się niezbyt dobrze. Poza tym, to szmirę mogę sobie włączyć na DVD, albo jednym przyciskiem na pilocie, a to nie o to chyba chodzi.
    Pierwszym i ostatnim pomysłem było wybranie się na Maxa Payna. Dlaczego? Bo kiedyś się namiętnie grywało w MP na pececie, bo podobno film dobrze się przyjął na zachodzie i po trzecie, bo gra w nim Marky Mark – dla mniej zorientowanych Mark Wahlberg.
    I w tym tkwi sedno całej tej notki, mimo, że jest ona bez większego sensu – Marky Mark jest jak wino – im starszy tym lepszy.
    Z nastoletniego łamacza, młodych serc, piszczących licznie do plakatu z Bravo zmienił się w naprawdę fajną dupę.
    Sorry za te kolokwialne i prostackie stwierdzenie, ale sama nie mogę się nadziwić tej przemianie. Marky jako podlotek w bandamie, z rozpiętą, jeansową kamizelką przywołuje mi na myśl, lata wczesnej młodości. Te hiciory, te teledyski, postery na całą ścianę. Ot co – klimat moich lat 90′tych.
    I teraz też, w sumie, zapisze mi się w głowie obraz, który za ileś tam lat przywołam z myślą: hmm 2008 rok, Max Payne – Mark Wahlberg =  FACET.
    I ogólniej mówiąc, to też bym chciała poster na ścianie, żebym miała do czego piszczeć. A tak na serio, to fajnie było iść na całkiem niezły film, z niezłym aktorem, niezłą muzyką i niezłym klimatem.
    Podobieństwo filmowego Maxa do tego z gry jest uderzające. Ujęcia i kolorystyka, to samo. Oglądasz, a masz wrażenie, jakbyś grał. I nie zgodzę się z tym, że wersja kinowa nie oddaje tego wszystkiego, co gra.
    Fakt, nie jest to arcydzieło, które można by było nagrdzić Złotą Palmą, ale obraz jest naprawdę dobry i wart polecenia.
    Ja, nawet przy swoim ADHD usiedziałam w miejscu, nie nudząc się wcale.
    Dlatego polecę go tym, którzy grywali w MP i tym, których poczucie estetyki jest wyższe niż u przeciętnej osoby. Bo i możecie popatrzeć na zajebistego Maxa i rozkładającą na łopatki, męską część sali (ale może i nie tylko) – Monę.

    I kończąc swoje bzdury, bo wiem, że się już zaplątałam w tym co chciałam przekazać.

    Teraz na scenę wbiegają głowni aktorzy:

    Z tego miejsca, pozdrawiam wszystkich Grono-skautów i interneto-skautów, którzy bacznie śledzą wszystkie nasze wpisy na forach, gronach, notki na blogach itd. Zalecam Wam: Zacznijcie żyć, swoim życiem. To nie boli.

    Zapada kurtyna.
    Klaszczą nieliczni, ‚klaska’ wielu.

    .Dela – Vibrate feat. Blu


    • RSS