dumle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2007

    .Pod murem

    8 komentarzy

    Piątkowy poranek. Przez żółte zasłonki przedostają się ostre promienie słońca.
    Na dworze panuje piękna pogoda – pierwszy raz od bardzo dawna.
    Główna bohaterka powoli stara się przebudzić i wstać do pracy. Powoli dotyka się do czoła, wyczuwając jednocześnie pod palcami guza, którego nabiła sobie w nocy podczas nieplanowanej pobudki.
    Ospałym ruchem wychodzi z pod kołdry i udaje się w stronę komputera, aby jak codziennie rano włączyć sobie muzykę, która pomoże nastroić pozytywnie jej skołatane od problemów i dziwnych zdarzeń nerwy.
    W głowie plącze się milion myśli, a serce niepokoi kilka mniejszych i większych zmartwień. Do uszu dolatują dźwięki ‚Let Me Watch’ Viktora Vaughn’a
    - Genialna piosenka na rozpoczęcie, tak cudownego dnia – brzęczy rozregulowany organizm.
    Głowna bohaterka przemieszcza się po domu, wykonując codziennie czynności.
    Po drodze mija mamę, która znowu ma niewyraźny wyraz twarzy.
    - O! Coś już jest nie tak – podpowiada jej znajomy głos w myślach. Jednak nie bacząc na to, nie przerywa wykonywanych zadań.
    Kiedy następuję moment wyjścia z domu, Głowna bohaterka klęczy na dywaniku w przedpokoju i powoli wiąże buty.
    W tym momencie z kuchni wychyla się mama Głównej bohaterki:
    - A czy Ty masz zamiar iść na jakieś studia? Czy Ci się już w ogóle odechciało nauki? – rzuciła kąśliwie.
    - Znowu się zaczyna – pomyślała Główna bohaterka, po czym odezwała się słabym głosem:
    -Nie wiem jeszcze…nie mam pomysłu.
    Na taką odpowiedz nie była przygotowana, ani jedna, ani druga ze stron.
    Mama głównej bohaterki pobladła i przybrała bardzo smutny wyraz twarzy.
    - No to klops! – Wrzasnęło sumienie.
    - Idę do pracy, do zobaczenia później – Rzekła niedbale Główna bohaterka i czym prędzej zamknęła za sobą drzwi, wyskakując na ogródek niczym poparzona.

    Główna bohaterka całą dwudziestominutową drogę do pracy myślała co z tym wszystkim zrobić, bo przecież trzeba było coś zrobić.
    Skoro sytuacja zaczyna przypominać potyczki wojsk wrogich obozów, to co będzie się działo, jeżeli całkowicie zaniecha nauki. Rozpocznie się regularna bitwa, a może i wojna.
    W pracy Główna bohaterka zacisnęła mocno pięści. Postanowiła wziąć się w garść. Usiadła przed komputerem i popijając, co chwilę wodę mineralną przeglądała kolejne strony szkół wyższych.
    Nagle nastąpiło olśnienie.
    - Mam! – chciała krzyknąć, ale byłoby to mało profesjonalne, a na to przecież nie może sobie pozwolić w swojej pracy.
    Jednak musiała się z kimś podzielić, tą niesamowitą wiadomością. Złapała za słuchawkę telefonu i zadzwoniła. Przyjaciółka Głównej bohaterki również przyjęła pomysł z aprobatą.
    Teraz tylko pozostało jej zorganizować fundusze, oświadczenie lekarskie i trochę wolnego czasu, aby wszystko to załatwić jak potrzeba.
    Główna bohaterka odetchnęła z ulgą, mając nadzieje, że nie robi tego przedwcześnie i nic się już bardziej nie skomplikuje.
    A na dworze słońce nadal świeci ostrymi promieniami, a błękit nieba daje nadzieję na poprawę.

    .Viktor Vaughn – Let Me Watch feat. Apani B. as Nikki

    .Osamotnienie

    Brak komentarzy

    Is a love such as that which I exhibit for my practice
    The factor which then amalgamates debates with straight-jackets and ROBES
    Huddled in brackets that blacken the average globe
    Xenophobe, loathe to modify the fly, feel this…

    I carve a notch in my wall for every stall
    every fifth mark slants diagonal to symbolize your downfall
    Drunky peasants, honor the shifty megatron presence
    Slug a bolt once ceremonies of merit turn blood sport (Uh)
    Fought in hella high seas, I freeze your mega dumb company
    Pumpin’ out wise beads like, fly sneak-attacks on dry leaves DUNCE
    Crooked rumors turn zoomers when rookies talkin’
    Bad seeds blossom the wookie walk, hawkin’
    Let a sucker drift, I lift up every stone prone to find
    the point at which repellent signals ultimately bind
    When a pack of style mimics see my brains(?) target the cluster
    I advance clutchin’ the mic like bully the knuckle duster
    Innocent, your riddles yield a little plastic blend
    Fuck a badge, light ‚em on fire dance a jig around the pig
    Figurin’ yeah, I’ll land a plan on bleached fame trackers
    using only the finest im post-modern terrain mappers
    Once my breath is dispersed…
    My God, you think the heaven’s touched the earth then
    Thirstin’ a perch on a bursted curse
    But I don’t confide wine and water chose me
    Bored, lasso down polaris, let the glow amuse me

    OK I lay me down to sleep, creepin’ a slumber under red skies
    Heads splittin’, straight sippin’ a drip of dead vibes
    It’s red tides from here, stop and smell analog hell
    Clenchin’ a stench of burnin’ logics and a child with yearning
    optics…

    Now someone’s approached the robe, shaking like snow-globes
    Others sought safety in numbers, other’s flows got towed under (yeah)
    Still another took a turn and crashed and burned while others flee
    But there will never be another starvin’ marvel like me
    See, there’s a time when… rhymin’…
    Pain combined can’t even manage to tell what the swell is, like
    Picture your imagery embelished with the hellish aspects of the swans
    for lone facets
    Soul crafted fat cats, burrowin’, left perrenial tenants discouraged in
    Discussin’ my foresees and flourishing, Uh!
    Searching, perching, poetic lead poison
    Poised, imploised to leak a little bit of boisture on your pride
    I’m a, animated style machine in
    a veening faulty production fueled by nicotine suction
    From tux in my carnivore to vipers in my garden
    You flash identify by the genus, species and class
    Start to chuckle
    Buckle the architecture til it fell through
    Kill the survivors then raise the dead for shock value
    By the time the pending settlements fully negotiated (yeah I’ll…)
    I’ll have put a sonic youth to get myself situated

    It’s like sadly, my style spooks juveniles like Boo Radley
    Radically weak assume the Colonel Kurt’s in our platoon soon enough
    That’s one bluff call, toughens the searcher
    Stuttering, emerging, gutter urchin, bursting

    I live for the moment of truth when Big Willy rapper
    ackgnowledges failure and states „Goddamn my shit is trash”
    „It’s time to let go”, the tin man bangin’ upon his chest to hear the echo
    Heartless kid, hollow compartments
    See we the people of the united, starving artistic
    Militia keep movin’ in order to form a more perfect union
    I’m cluing into the poison panoramics brew in panic situations
    It fucks a little with my brittle gift
    I tell myself „Stay” (Stay)… up high
    makin’ my career of Sun and moon and star til they hand over the sky
    My de luxe is, fluxes, pivots to where the crux is
    Invade the town while village elders holler „Who the fuck’s this?”
    See hipper cats, aggravated trudge through the muds
    Quickin’ ones, plots thicken like, coagulated blood
    Rugged serpentines climb, pebble to rock
    Let your pretty pink cloud nine expectations please you not
    I’m, Ae-fuckin’-sop Rock, mic bizarro
    Propper application of the soul by my standard
    Candid once position from which instigations spawn
    And man, I plan to die with a mic in my hand, it’s like…

    Abandon all hope yo, abandon all hope, it’s like
    Abandon all hope yo, abandon all hope…

    .Aesop Rock – Abandon All Hope

    Dzisiaj zacznę nietypowo, bo od końca.
    Kiedy wczoraj miałam potrzebę pisania, zabrakło weny.
    Kiedy dzisiaj mam wenę, zabrakło sił i chęci.
    Nerwy dopadły mnie już z rana. Czasami chętnie walnęłabym głową o ścianę.
    Może by pomogło i wybiło głupotę na amen.
    Muszę nauczyć się panować nad nerwami.
    Ale tak w pełni.
    Trzeba wyładować nerwy, bo czuję niesamowity ucisk z tyłu głowy. A w żołądku włączyła się pralka – program ‚wirowanie’. W sercu ostra szpila dokucza co jakiś czas.
    Za bardzo się przejmuje.
    Jak się okazuje, niepotrzebnie.
    Jest tylko jedna rada:

    Abandon all hope yo…

    .Kwintesencja

    6 komentarzy

    - Czy jeżeli kogoś się kocha, to jest się wstanie zrobić i powiedzieć wszystko, nie bacząc na konsekwencje?
    - Myślę, że jest to najgłupsza i najbardziej absurdalna rzecz, jaką można zrobić… w ogóle samo słowo Kocham jest jakąś pomyłką.
    - Czemu?
    - Bo czym jest Kocham wobec zachowań, a czym wobec słów?
    - Nie widzę, jakieś szczególnej różnicy. Chyba tym samym?
    - To co by było dla Ciebie gorsze, zdrada słowna czy zdrada czynem?
    - Myślę, że czynem. A dla Ciebie?
    - Dla mnie chyba nie…
    - Jesteś głupia!
    - Honorowa.

    .Cannibal Ox – Life’s Ill

    .

    Brak komentarzy

    - Czy wiesz, co to za uczucie?
    - Tak. To jesień…

    Jestem za stara na to wszystko.Dziękuję. Postoję.

    .Supersci – Cut Down

    Tak się czasami zastanawiam. Nawet nie czasami, a teraz. Właśnie w tej chwili.
    Dlaczego zawsze, jak przychodzi moment kryzysowy i lekkiego zastoju psycho-emocjonalnego muszę swoje żale i smutki wylewać poprzez tekst kolejnej notki na blogu.
    Tak na prawdę, mogłabym pisać o niczym, a to by mi w jakiś sposób dawało ulgę.
    Wkurwia mnie tylko fakt, że mało kiedy zmobilizuje się do stworzenia czegoś w pełni optymistycznego, gdzie z każdej litery będzie sączyła się radość i energia, a nie tylko marazm i przymknięte ze zmęczenia powieki.
    Dzisiaj, kiedy pogoda jest gorsza niż dotychczas nie mogłam podnieść się z łóżka. Na sam widok szarości moich żółtych zasłon zrobiło mi się niedobrze. Rzygam pesymizmem.
    Wczoraj przeprowadziłam niezwykle interesującą rozmowę przez telefon, która miała na celu podnieść mnie na duchu, ale ja sama nie wiem czy to coś pomogło. Na chwilę zrobiło mi się raźniej, żeby za jakiś czas na nowo rozpocząć swoją ciężką batalię z niewyraźnymi humorami.
    Dziś niby powinno być lepiej, bo moje obawy się nijak nie sprawdził- na razie rzecz jasna.
    Ale nie wiem sama.
    Zagryzam niesmak apapem z wodą mineralną.
    Chce mi się spać i jeść.. jeść… jeść… w domu czeka na mnie spaghetti i ta myśl mnie dobija.
    Kurwa no. Czemu się nie mogę uśmiechnąć?
    Pewnie dlatego, że smutny klaun przykleił mi przykry wyraz twarzy.
    Wolałabym chyba być jednak bez twarzy.

    .Eligh and Magi Presents – Why (Remix) Feat. Goapele

    Przychodzą takie chwile, że człowiek samemu nie wie czy schować głowę w piasek, czy zrobić coś bardziej konstruktywnego, lub trwałego w skutkach.
    Podobno życie wygląda się jak sinusoida. Raz jest na górze, a raz w dole. Tak chyba mówiła Jola, której życie opiera się czasami na moich mądrościach.
    Szkoda, że te mądrości są tylko użyteczne dla innych, a ja sama w takich momentach, przewalam się z kąta w kąt, poszukując czegoś? Czegoś nieuniknionego, ale zarazem nierealnego, a raczej nieosiągalnego.
    Spoglądam na to wszystko, ale już nie umiem robić tego z dystansem.
    Teraz dotyczy to mnie i tylko mnie.
    Sama muszę sobie poradzić z tym wszystkim. Kurwa.
    Czuję się jak zagubione dziecko pośród jakiejś abstrakcyjnej krainy. Terenów rozległych i nieznanych, a zarazem wielokrotnie odwiedzanych.
    Jednak jestem w nich obeznana, tylko tym razem nie mam mapy i ręki, która mnie poprowadzi, albo wyciągnie z tego miejsca.
    Jest ciemno, szaro i zimno.
    Czasami odpoczynek od ludzi jest świetną terapią.
    Wtedy mogę zamknąć się w swoim pokoju, z butelką piwa, pysznym serem pleśniowym (tak wiem, że genialne połączenie), włączyć sobie durną telewizję, albo puścić płytę – ostatnio padło na Murs’a.
    I nie myśleć o tym wszystkim, o tych ludziach, którzy karmią mnie swoimi problemami, radościami i życiem, którzy szukają porady i wsparcia.
    Szkoda, że mnie nikt nigdy nie posłucha i racjonalnie doradzi.
    I tu jest ten paradoks, bo kocham tych wszystkich, którzy mnie rozumieją, albo starają sie zrozumieć, a z drugiej strony w powietrzu wisi brak … no właśnie czego brak? Chyba zrozumienia. Genialna myśl, z jednej strony starają się, a z drugiej nie.
    Przypuszczam, że tylko ja jestem tak pokręcona, żebym mogła odebrać to w taki sposób.
    Wiem jedno na pewno.

    Jestem zmęczona.

    Cholernie przemęczona, ale nie fizycznie, tylko psychicznie.

    Mam dość sytuacji z uczelnią, pracy, domu, ‚marnowania wolnego czasu, co ostatnio czynie nagminnie’, braku muzyki i nocnych rozmów o głupotach. Brakuje mi Kempu, słońca i Was.

    Czuję się sama. Głupie. To jest taka swoista Samotność człowieka otoczonego masą ludzi. Chyba najgorsza samotność jaką można sobie wyobrazić.

    Najbardziej mnie rozbawiła, a zarazem zasmuciła wiadomość pod tytułem: Żyjesz?

    Fuck It! po raz drugi.

    .Murs – Dance (feat. EL P)


    • RSS