Notka dla bardziej wtajemniczonych:

Jak wiele można powiedzieć o czymś, co minęło już przeszło miesiąc temu?
A no tylko tyle, że było względnie. A dlaczego? Bo pewni ludzie się zmienili nie do poznania, a inni zostali tacy, jacy byli zawsze. Tych ostatnich zawszę będę szanowała nie patrząc na to, jacy dokładnie są, ale za to, że mówią otwarcie „co im leży, a co nie”….
Podsumowując.
Poznałam wiele nowych osób i wiele się od nich nauczyłam. Dobrego i złego, a nawet tego jak łatwo można wszystkich olewać sprawiając wrażenie przyzwoitego człowieka. Nauczyłam się, że nie warto obstawać przy swoim, bo i tak ktoś Ci dokopie, a najlepiej jak kopiącym będzie ktoś z „twojej strony”.
A i pamiętaj… najlepszych przyjaciół nigdy za wiele…
Bardzo się pomyli ten, kto pomyśli, że było tragicznie… bo wcale, a wcale tak nie było.
Jakiegoś konkretnego „koloru” nadawała moja wspaniale sprawująca się drużynka (pomimo kilku wpadek, naprawdę było świetnie), oraz zachody słońca nad jeziorem, zapach lasu i Adaś udający Toffika .
Ach! Trzeba też wspomnieć o romantycznej inscenizacji powstania warszawskiego i o tym, że każda mapa, dobry nóż i siła dedukcji mogą zawieść w obliczu koedukacji :D a ponad to wszystko jest kisiel żurawinowy o 1 w nocy!

„Halo? Kto tam? To my warta… Czy wy wiecie że kible z plastiku tutaj, tutaj, są… Toi Toi, Toj Toje….”

::Pozdrawiam wszystkich: moją drużynę: Adasia (Toffika): Niemca (kalafiora) : Kawka: Fifkę i BidULĘ (oraz fokę drzewną i pana rybkę) : Rzelę i jego B.O. Zbroja : Mandragorę : Dąbala i Kisioła : Krzysia i Stefana, oraz całe ZOO : Stasia : Paulę : BŻR’a : Leszcza ::