W sobotę razem z Kudłatą byłam na połowinkach „Zamojskiego” w klubie „Balsam” na Mokotowie. Jak można się domyśleć sama nazwa klubu wprawiła nas w świetny nastrój jednak sama impreza nie była najciekawszą w mojej skromnej karierze balang tego typu. Prawie półtorej godziny chodziłyśmy w poszukiwaniu sklepu, bo komuś zachciało się jeść i pić…..
Sam klub ogólnie wyglądał jakby decydującym elementem przyjęcia ludzi do pracy w nim stanowił warunek przyniesienia jakiegoś mebla z domu (i ten „kozioł” szkolny przy barze zamiast stołka…). Najciekawszym pomieszczeniem była.. łazienka pomalowana na czerwono z podświetlaną muszlą :D, taki swoisty „pokój zwierzeń”.
Co do muzy… trzech DJ-ów. Pierwszy grał mieszankę hip-hopu, rapu, soul, r&b- bardzo fajne kawałki Usher, N.E.R.D., M.o.r.w.a, Tedunio, drugi coś na styl clubingu nawet nieźle mu to wychodziło, jednak chwilami przynudzał, a to trzecim szkoda gadać.
Wszystko byłoby spoko gdyby nie fakt, że na ów imprezie pojawił się człowiek z mojego liceum.. łeeee, jeszcze komuś powie gdzie ja się szwendam.
Ogólnie było dobrze…. biorąc pod uwagę kolesia, który zachowywał się jak narąbany krasnoludek i drugi, który udawał jaskółkę… Polecam Wam klub Balsam, jeżeli chcecie się zanudzić….. albo idźcie tam ze znajomymi wtedy będzie ciekawie.