dumle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2003

    Yuuuu!!! Kupiłam sobie nową płytkę systema… trochę się zawiodłam ponieważ była bardzo podoban do poprzedniej piosenki od 10-do chyba 17 są świetne. Higway song (mam nadzieję że napisałam bez błędu) jest zarąbistą piosenką, a Inervision mam nadzieję że napisałam bez błędu) jest genialne…ale i tak nic nie pobije Metro…
    photo17.jpg

    Po przejrzeniu kilku pierwszych tomów mangii Angel Sanctuary doszłam do wniosku, że kreska pani Kaori Yuki jest świetna, wręcz idealna. Delikatna, a zarazem wyraźna, bez „barokowych” szczegółów (tak jak u pań z grupy Clamp-, które i tak ubóstwiam i bardzo cenię).
    W Kompendium Kawaii nr 6 możecie zobaczyć jeszcze dwa inne tytuły tejże autorki. „Neji” i „Kaine”.
    lina_inverse_slayers-53.gif
    Po przejrzeniu kilku pierwszych tomów mangii Angel Sanctuary doszłam do wniosku, że kreska pani Kaori Yuki jest świetna, wręcz idealna. Delikatna, a zarazem wyraźna, bez „barokowych” szczegółów (tak jak u pań z grupy Clamp-, które i tak ubóstwiam i bardzo cenię).” border=”0″>
    Ta druga manga według mnie jest ładniejsza pod względem wizualnym (nie wiem jak z treścią). Główny bohater jest bardzo ładnie narysowany- i te jego czerwone…włosy. Tak! Kolesie z mang i anime o kolorze włosów czerwień-róż łączcie się…od razu na myśl nasuwa mi się Gravitation i jeden z głównych bohaterów…

    Zimowisko

    3 komentarzy

    Info: Na feriach byłam w Srebrnej Górze (100km za Wrocławiem, koło Ząbkowic Śląskich, Sudety, Góry Sowie) ze swoim ukochanym szczepem nr 82 i harcerzami z innych środowisk. Harcerzami ZHR.

    Ojejku!!!!
    Już po feriach. Minęły tak szybko… niestety!
    WSZYSTKO CO DOBRE SZYBKO SIĘ KOŃCZY…….
    A było naprawdę dobrze. Świetnie się bawiłam.
    Na moje nieszczęście (a może jednak szczęście) wyniosłam
    poważne rany. Znaczy to, że obiłam sobie głowę.
    A było to tak…
    Biegłam wesoło na dół po gofrownicę (taki sprzęt do robienia gofrów- jakby ktoś nie wiedział). A że nisko strop jakiś kretyn umieścił to już nie moja wina.
    Jak wcześniej mówiłam wesoło biegłam przeskakując z nóżki na nóżkę. I w pewnym momencie BACH!!!! Łaaaaaa!!!!!!!
    Przed oczami pojawiło się tysiąc barw! JUuuuuuuuuchu!
    W ramach wytłumaczenia: Bieg po schodach to rzecz niebezpieczna- tak samo niebezpieczna jak podskakiwanie na schodach- a jeszcze bardziej jest niebezpieczne gdyż weźmie się te dwa przykłady razem doda machanie głową i niski strop. Hehehe…Po zaliczeniu tych punktów można przejść do drugiej części czyli: UPADKU. Upadając na schody można mocno uderzyć się w głowę, lub co najwyżej w plecy. Niestety ja jestem dziecko wojny i obie możliwości wykorzystałam. Podsumowując. 1.Uderzenie głową o strop 2. Uderzenie plecami o schody(drewniane) 3. Uderzeniem głową o schody (również drewniane) 4. Tęcza.
    Dodam też, że nie straciłam przytomności.

    Po tym ciekawym wydarzeniu poszłam do drugiego budynku najeść się goframi (imprezka gofrowa). Niestety ból był silniejszy i musiałam wziąć Apap- Jednak to nie pomogło.
    Postanowiłam wyjść na dwór (z Rudą i Paulą), żeby przyłożyć sobie trochę zimnego śniegu. Niestety pewne natręty przyczaiły akcję i wybiegły za nami żeby nas natrzeć. „NORMALNIE” dzięki Ci Rzela i dzięki Ci Stasiu za ten lodowaty śnieg w buzi, nosie, włosach itp. Miło mi że uszanowaliście mój ból głowy.

    Hehehe!!! Ale i tak Stasiek dostał ode mnie w szyję lodowatą pigułą !!yest yest!!! A potem… rozwalił sobie główkę i wyglądał jak Harry Potter…druh czołowy.

    Robiłam sobie ten sam teścik co Kudłi.
    Najpierw klikając byle co wyszedł mi Billi- filmowy Pippin.
    A po dłuższym zastanowieniu się nad odpowiedziami wyszedł mi
    Kto jest twoim przeznaczeniem?

    >> Kto jest Ci przeznaczony??? <<
    Test by Juleczka

    Tak Wood!!!! Facet którego bardzo lubię- nietylko za specyficzną urodę i sposób bycia, ale równierz za grę aktorską- Władca Pierścieni Rulez!!!! Frodo Rulez!!!!lina_inverse_slayers-54.gif
    I do wilussa-on nie jest i nie będzie homo!!!

    Obudziłem się? Tak szybko…? Nie, ja chcę jeszcze pospać…
    Przez zamknięte powieki nie dostrzegałem ani jednej plamki światła, więc nawet nie otwierałem oczu. Wziąłem głęboki oddech i ponownie próbowałem zapaść się w kojące zapomnienie. Jednak na przekór swoim pragnieniom moje uprzednio uśpione bezczynnością zmysły zaczęły się wyostrzać.
    Zimno tu…

    candy_hearts_md_wht.gif
    Postanowiłem poszukać zdrętwiałą ręką choćby kawałka ciepłej kołdry, lecz moja dłoń natrafia jedynie na twardą, chropowatą ścianę. Pewnie znowu ta skubana pierzyna spadła z łóżka… Nie, nie będę jej podnosił…

    Leżałem tak jeszcze chwilę, smakując wilgotne jesienią powietrze.
    Co dzisiaj…? Piątek…? Tak, chyba tak. No bo skoro wczoraj był czwartek… Jezu… – klasówka z ruska… Chryste Panie, jak ja nie chcę wstawać…!

    No, ale trzeba… Jak szybko wstanę, to może jeszcze zdążę przepisać pracę domową z chemii. Może nawet zdążę na tramwaj? O, to by była nowość – nie spóźnić się do szkoły…
    Do końca przebudzony zimnem i niewesołymi myślami podciągam rękę z zegarkiem do zaspanych oczu. Niechcący znowu zawadziłem o ścianę. Ach! Mój łokieć! Kiedyś będę musiał kupić sobie takie olbrzymie łoże. Z baldachimem. I z wodą do środka.

    Jeszcze przez chwilę zastanawiałem się, czy ten cały, głupi piątek wart jest pobudki. Ech… Nie ma siły…
    Otwieram was – oczy. Słyszycie? Zaraz was otworzę! Przygotujcie się! No już. Gotowe?
    Ciemność.

    Która może być godzina…? No chyba nie obudziłem się znowu o czwartej rano. Prawda? Prawda?!
    Dlaczego ten głupi zegarek nie ma funkcji podświetlania?! Człowiek może z nim nurkować na głębokość setek metrów; wspinać się na najwyższe góry, latać na księżyc i – w ostateczności – skakać ze spadochronu. Jednak nikt nie wpadł na pomysł, że w którymś z tych głupich miejsc może być ciemno!

    - No dobra. Wstaję. Może być nawet dwunasta! Wstaję!!! – wyszeptałem z nadzieją, że jednak nie mam racji. Że nie jest ani z późno, ani za wcześnie.
    Gwałtownie, tak abym nie miał później odwrotu, poderwałem się z łóżka.

    - Ałaaaa!

    Ból – pulsujący ból pośrodku czoła. Co jest!?
    Zacisnąłem powieki czekając, aż uda mi się zebrać myśli. Uff… Już trochę lepiej.
    Skąd do diabła wzięła się tu ta głupia decha nad moją głową!!!

    - Hi hi! Ha ha, ha! Ho ho, hi hi!!! Mph…!!! – głośna seria dziwnych odgłosów wystrzeliła mi przy uchu.

    Znowu spróbowałem usiąść, na chwilę zapominając o pewnym niedużym problemie.
    No tak. Deska.

    - Ałaaaa!!!
    - Mph… Aahaa! Hi hi hi! Hahaha!!! – teraz miałem już pewność, że te niezidentyfikowane odgłosy mają teoretycznie być śmiechem. – He, he!!!
    - Może być wreszcie przestał się brechtać! Kim właściwie jesteś?! – wykrzyknąłem, zażenowany swoją wpadką.

    Jakże chciałem oddalić od siebie ten nieprzyjemny moment zwlekania się z łóżka. I tak na pewno bym już nie zasnął, jednak kolejny nudny dzień ciągle nie miał nic ciekawego do zaoferowania.

    - Hi hi… Mph…! Ja? Hi hi…! Ja? Ja jestem tylko małym korniczkiem!!! Tak, korniczkiem! Pi, pi!

    To tylko ja – mały owadzik! Ha, ha!!! Owa… Hahaha!!! Kapujesz?!!! – bez nadziei czekałem, aż nieznana mi postać przestanie się śmiać. – Hi hi… no, o co chodzi? Dlaczego się nie śmiejesz?

    - Kim właściwie jesteś??? – nie wytrzymałem.
    - Kim?! Nikt ci nie powiedział?! Co wy robicie tam – na górze, skoro nawet nie wiesz kim jestem? Jak dotychczas konkurencja robiła mi wystarczająco dobrą reklamę.
    - Nie odpowiedziałeś na moje pytanie! – naburmuszyłem się.
    - Szkoda, że jest tak ciemno, bo zagrałbym z tobą w kalambury… No, ale spróbuj zgadnąć…! No dalej – zrób mi tę przyjemność! – powiedział podnieconym głosem. – Podpowiem ci. Akhm.., Hm… – rozpoczął chrząkać jakby zaraz miał zamiar zacząć śpiewać. Miałem wielką nadzieję, że jednak nie zacznie. – Akhm… gotowy? No to idzie… „DOBRANOC” – rzekł tubalnym basem.

    Zabrakło mi słów. Jakoś nie spodziewałem się, że o czwartej nad ranem ktokolwiek powie mi „dobranoc”. Gość raczej nie jest zbyt normalny.

    - I jak? Łapiesz już? – ponaglił mnie widocznie zadowolony ze swojej wcześniejszej wypowiedzi. – Kapujesz? Noo… Był kiedyś taki film… „Tam, gdzie mówi dobranoc”…
    - Diabeł! – wykrzyknąłem uradowany.
    - No! Zuch chłopak! Wiedziałem, że nie możesz być taki głupi, na jakiego wyglądasz! – pochwalił mnie. – No, to teraz wiesz teraz kim jestem – dodał.

    Zrozumiałem. Gęsia skórka pokryła moje ciało.

    - Przyszedłeś do mojego domu?! Ale przecież nad drzwiami wisi krzyż, a…
    - Jakiego domu? – przerwał mi. – Ty to nazywasz domem?! No, to masz, chłopie, nieduże wymagania. Pełen niezrozumienia dla słów diabła zacząłem ślepo machać rękami. Nie mogłem wstać! Mało tego – prawie w ogóle nie mogłem się ruszyć! Przez chwilę zdawało mi się, że jestem zamknięty w jakiejś skrzyni.
    - No ładnie… jeszcze się nie skapnąłeś? Naprawdę nie wiem, jak można pomylić ścianę z aksamitnym obiciem trumny…
    - TRUMNY ?! To ja leżę w trumnie?!
    - Brawo! Wygrał pan główną nagrodę! Wycieczkę na Sąd Ostateczny! – nawet w takich chwili zachciało mu się żartować.
    Uspokoiłem się. Nawet dziwne, z jaką szybkością opanowałem swoje uchodzące w panice emocje.
    - Przecież nie mogę leżeć w trumnie! O, tutaj jest moja ściana! – chwyciłem się ostatniej deski ratunku.
    - Nie martw się – NIE. W ogóle się nie martwiłem! – Nie jesteś pierwszym który nie może w to uwierzyć. Z wami – ludźmi – już tak jest. Nawet jak coś zobaczycie, to nie możecie uwierzyć. Tfu! Płytki ludek – wyrzekł z satysfakcją.
    - Leżę w trumnie… To znaczy, że umarłem?
    - Nie… Oczywiście, że nie. Czy czujesz się martwy? No chyba, że nie. To jest tak zwana śmierć kliniczna. Właśnie się obudziłeś. Ale spoko. I tak za chwilę umrzesz. Z braku powietrza.
    - Co?!

    Drżącymi rękoma zacząłem szukać pod ręką butli z tlenem. Znalazłem tylko lodowatą pustkę.

    - Przecież miała tu być! Rodzicie powiedzieli, że mi coś takiego kupią!
    - Daj spokój. Nabrali cię. Wiesz ile taki sprzęcior kosztuje? Nie byłoby ich na to stać. I tak lekarze stwierdzili, że umarłeś. A oni się przecież znają.
    - Miałem pewnie ładny pogrzeb… – poddałem się przygnębieniu. – Powiedz, czy miałem ładny pogrzeb?
    - Oczywiście! Ładny, wręcz piękny. Jak dla kogoś takiego jak ty. No i nawet były kwiaty. Nie dużo, ale były. A tak właściwie to nie za bardzo wiem, bo nie widziałem…
    - Ach… – rozmarzyłem się. Dzięki swojej wyobraźni byłem teraz ptakiem szybującym nad miejskim cmentarzem. – Musiała pięknie wyglądać… – powiedziałem, mając przed oczyma JEJ piękną, spływającą potokami łez twarz.
    - Nie było jej. Dzisiaj był koncert w TV i za żadne skarby nie mogła go przegapić… Ale uśmiechnij się – przyjdzie następnym razem! – znowu zaczął się śmiać. To mnie już do końca przybiło.
    - I co teraz?
    - No… nie znam się. Przyszedłem tu w zastępstwie za śmierć. Znowu zmogła ją choroba.
    - Choroba?! Śmierć zachorowała?! – zdziwiłem się. Nie bez podstaw zresztą.
    - No tak. Grypa. Wiesz – jest teraz epidemia. Musiała zarazić się od któregoś z umrzyków.
    - No tak, ale śmierć?!
    - Raczej nie mogła się zaszczepić. Nie wiadomo, gdzie wstrzyknąć zawartość strzykawki. Ale nie przejmuj się. Nie umrze!
    - Na szczęście.
    - No. Ale powiem ci, co jest najlepsze: to, że ze mną rozmawiasz, wcale nie oznacza, że skończysz w Piekle. Chociaż osobiście uważam, że to nic strasznego. To ta ich niebiańska nuda jest straszna.
    - Dobra. Leżę w trumnie i za chwilę umrę. Czy nic nie mogę z tym zrobić?
    - Oczywiście, że nie. To wbrew regułom. No, ale ciebie polubiłem. Mogę zrobić mały wyjątek.
    - Tak?! – ucieszyłem się. Choć tak jakoś słabo… Wbrew wszystkiemu robiłem się coraz bardziej senny.
    - Oczywiście, że tak! Wystarczy, że…

    Przestałem go słuchać. Zamknąłem coraz cięższe powieki. Z każdym kolejnym pustym oddechem byłem coraz bardziej zmęczony. Przez chwilę wydawało mi się iż jestem wciśnięty w jakąś gigantyczną skrzynkę na listy. A listonosz tylko czeka, aby wysłać mnie na miejsce przeznaczenia. Moja dusza zamknęła oczy.

    I wiecie, co wam powiem? Wiecie? „Najpiękniejszy jest właśnie ten moment pomiędzy śmiercią, a Sądem Ostatecznym. To właśnie jest prawdziwe życie… I proszę – nie zmarnujcie go. Tylko tak możecie żyć wiecznie…”

    Jak ja nieznoszę walentynek.
    Ten dzień mnie przygnębia.
    W niedzielę rano jak jechałam przez centrum na mangowe spotkanie wszystkie wystawy były różowo- czerwone. Mam dosyć. Zostanę chyba starą panną-chyba że jakiś koleś z mangowego spotkania, lub jakiś harcerz mi się spodoba…
    A w tedy będzie może inaczej…
    hearts_md_wht.gif

    2.jpgSubject:
    Re: Polisz – Inglisz

    ręka [RENGH-kah], f.

    Pójść komuś na rękę: To step on someone’s hand, i.e., when he or
    she is crawling on the ground.
    Jak ręką odjął: He subtracted this amount so ineptly, as if he
    were counting on the fingers of his hand.
    Załamywać ręce: To break a person’s arms carefully in many places
    so that they resemble the accordion pleat.
    Ręce przy sobie !: Have your hands always with you [or: Don't
    leave home without your hands]!
    Ręka rękę myje: [Proverb.] The hand will wash just itself and
    nothing else [figurative for a total refusal to cooperate].

    robot [RAW-boat], m.

    Roboty ziemne: Terrestrial robots.
    Roboty ręczne: Robots wound up by hand.
    Roboty publiczne: 1) Fully automatized brothels, 2) Robots serving
    as whipping boys, i.e., exhibited in public places so that any frustrated
    citizen can kick or batter them with impunity ro relieve his tension.
    Roboty przymusowe: Robots whose offers you cannot refuse.
    Przy sobocie – po robocie: Come Saturday, we’ll finish off all the
    robots.
    Robota, tak wiele roboty [W. Broniewski]: Send me a
    robot-secretary, I have so much writing to do.

    robota [raw-BOH-tah], f.

    Roboty nie zastąpią ludzi: I realize you have plenty of things to
    do, but even a workaholic has to have some social life.

    róg [ROOK], m.

    Przytrzeć rogów: To cut corners.
    Róg myśliwski: A street corner fit for a hunting party.
    Róg obfitości: A street corner particularly fit for a hunting
    party because of the abundance of wild animals.
    Chwycić byka za rogi: To take the bull by all his four corners at
    once.
    Przyprawić mężowi rogi: To season one’s husband’s corners.
    Miałeś, chamie, złoty róg [S. Wyspiański]: O boorish person, you
    had your golden corner once.

    stać [STUTSH], verb

    Ten zegarek stoi: This watch stands upright.
    Stać otworem: To stand erect at the sight of an open orifice.
    On dobrze stoi z przyrody: It stands erect well by its nature.
    Stać w obliczu: To stand in someone’s face.

    stan [STUN], m.

    Stan wyjątkowy: Her waist is something you won’t find in another
    woman !
    Tajemnica stanu: The Secret of My Waist [the title of a book by
    Jane Fonda].

    stosunek [stow-SOON-neck] m.

    Odkąd wyszła za mąż, utrzymujemy przyjacielskie stosunki: Since
    she got married, our regular intercourses have been as friendly as ever.
    Nie stać w żadnym stosunku: To engage in no intercourse while
    standing up.

    sztuka [SHTOO-kah], f.

    Niezła sztuka !: [To a playwright after his play's premiere
    performance, pointing to the prettiest actress of the troupe] A nice piece
    of ass you’ve got there !
    To już piąty akt tej sztuki ?: What, this chick has already posed
    for five nude portraits ?

    szybka [SHEEP-kah], f., dimin.

    Nie bądź pani taka szybka !: Don’t be so damn delicate, like
    you’re made of glass or something !
    W łóżku jest szybka: There is a small windowpane in our bed.

    trawka [TRUFF-kah], f., dimin.

    Pójść na zieloną trawkę: To let oneself be lured into smoking
    marijuana that is still green [i.e., not dried out enough].

    trąba [TROM-bah], f.

    Niezwykle niebezpiecznym zjawiskiem jest trąba powietrzna: An
    extremely dangerous phenomenon is the air trumpet.
    W odróżnieniu od nosorożca z jego charakterystycznym rogiem, nos
    słonia ma postać trąby: As opposed to the rhinoceros with its
    characteristic horn, the elephant’s nose has the appearance of, more
    particularly, a French horn.
    The facet to koszmarna trąba: This guy is horny like hell.
    Puścić kogoś w trąbę: To squeeze someone into a tuba [a popular
    practical joke among symphony orchestra players].

    usta [OOS-tah], pl.

    Nie biorę tego do ust: Oral ? Me ? Who do you think I am ?
    Nie mam do kogo ust otworzyć: I have nobody to part my lips for.

    walec [VAH-lets], m.

    W rytmie walca: In the steamroller-like rhythm.
    Zapraszam panią do walca: Come and see me in my steamroller, will
    you ?
    Zrodzeni w walce: People abducted in steamrollers immediately
    after their births.

    wariat [VAR-yutt], m.

    Strugać wariata: To whittle a madman alive [usually with a pocket
    knife: a traditional pastime of shepherds in Tatra mountains].

    wilk [VEALCK], m.

    O wilku mowa: I’m going to deliver a speech on the subject of the
    wolf.
    Gdzie wilk ?: Werewolf ?
    Wilk syty i koza cała: A full wolf and a whole goat [fig. for:
    He's a double-faced bastard].
    Wilczy bilet: A ticket for a trans-Siberian sleigh trip.

    winny [VEEN-nyh], adj. m.

    Winna latorośl: It’s your kid who’s the guilty party.
    Winne grono: It’s all the company’s fault.
    Ocet winny: Were it not for all that fucking vinegar I drank last
    night, I’d be quite all right this morning.

    wolny [VOL-ny], adj. m.

    Jest pan wolny ?: [To a taxi driver] Are you slow ?
    Jest pan wolny: [From a prison guard] You are slow.
    Rzut wolny: Slow kick.
    Wolny rynek: Slow market.
    Wolna miłość: Slow lovemaking.
    Wolnomularz: Slowmason.
    Wolnomyśliciel: Slowthinker.
    Psów wprowadzać nie wolno: Dogs may be led in but not slowly.
    Ojczyzna moja wolna, wolna… [A. Słonimski]: My homeland so slow,
    so slow…

    wóz [VOOS], m.

    Wielki Wóz: A Really Huge Automobile.
    Być raz na wozie, raz pod wozem: To work as a car mechanic.
    Przyszła koza do woza: I seduced another adolescent girl on the
    back seat of my Acura Integra.

    wycisk [VY-tseesck], m.

    Dajcie mu dobry wycisk: Make a good impression on him.

    zawód [ZAH-voot], m.

    Zawód miłosny: Prostitution.
    Iść w zawody: To turn professional.
    Przeżył ciężki zawód: He survived a career as a professional
    heavyweight boxer.

    zdjęcie [ZDYEN-tchye], n.

    Zdjęcie z piedestału: A snapshot taken by a public monument while
    standing atop its pedestal.
    Co by pani powiedziała na zdjęcie tych ciuchów ?: You wouldn’t
    mind my taking a picture of your clothes, would you ?

    ziemia [ZHYE-myah], f.

    Mieszkaniec Ziemi: Inhabitant of the Soil [poetic for: a dead
    body].
    Obywatel ziemski: Citizen of the planet Earth [poetic for: a
    human being].

    żywiec [ZHI-vyets], m.

    Palić żywcem: To provide heat by burning cattle and pigs [an
    extremely inefficient and expensive method of heating peasant huts in
    rural provinces of Poland, before the discovery of the combustibility of
    wood].

    żywot [ZHI-vot], m., archaic

    Żywot wieczny: A belly that will never disappear, no matter what
    you do.
    Wlec nędzny żywot: To drag one’s miserable belly about.
    Żywoty świętych: the bellies of the Saints.
    Żywot człowieka poczciwego: [The title of Mikołaj Rej's famous
    Early Renaissance anti-diet book] An honest man’s belly [i.e., a belly
    which its owner never neither denies nor attempts to conceal].

    K O N I E C

    3883.jpgPolska pod rządami hitlerowców po II Wojnie Światowej
    Ostatnio spotykam się z wieloma ludźmi którzy żałują, że III Rzesza przegrała II Wojnę Światową. Są oni tego zdania, ponieważ uważają, że rządy komunistyczne w Polsce były o wiele gorsze od rządów, które mogły nastać po zwycięstwie nazistów. W tym tekście chciałbym pokazać tym ludziom i nie tylko im, jak wyglądałaby Polska pod rządami faszystów.

    Więc przenieśmy się w alternatywny świat. Jest jesień roku 1941. Hitler przekonuję Japonię, aby uderzyła na Syberię. Stalin nie może zabrać stamtąd dywizji potrzebnych do obrony stolicy. Moskwa po krótkiej obronie pada. Dywizje niemieckie zdobywają Leningrad. Następne wielkie uderzenie wojsk niemieckich w stronę Stalingradu odcina Kaukaz od reszty Rosji i powoduje podpisanie pokoju przez Stalina. Wielkie obszary europejskiej części ZSRR stają się kolonią hitlerowców. Tymczasem niemieckie wojska przygotowują się do inwazji na Wyspy Brytyjskie. Po poprzedzonych kilkoma miesiącami przygotowaniach armie niemieckie rozpoczynają inwazję. Pozbawione ciężkiego sprzętu wojska brytyjskie, zostają pokonane. USA nie zaatakowane przez Japonie nigdy nie przyłączą się do wojny. Hitler niepodzielnie panuje nad Europą.
    Taki scenariusz zapewnia panowanie hitlerowców na terenie, który kiedyś należał do wolnego państwa polskiego.

    Po wygranej wojnie Hitler wtłacza w życie swoje plany zapisane m.in. w „Mein Kampf”. Po zakończeniu działań wojennych na tereny zamieszkane przez ludność Polską, są przerzucone małe grupki żołnierzy SS. Oni to wyłapują resztki, ukrywającej się polskiej inteligencji. Zaraz po tym zamknięte zostają wszystkie polskie szkoły, począwszy od podstawowej skończywszy na uniwersytetach. Na ich miejsce powoływane są szkoły ludowe, czyli szkoły gdzie uczniowie uczą się najważniejszych zwrotów po niemiecku, liczyć do 100 i podpisywać się. Czytania i pisania nie przewidywano. Większość Polaków przebywająca na terenach włączonych do rzeszy, nawet ta która podpisała listy Volksdeutschy zostaje deportowana do Polski centralnej – Małopolski i Mazowsza. Tam dokonuje się selekcja – ludzi młodych i silnych zabiera się na roboty do Rzeszy, starych i słabych rozstrzeliwuje się. Pewna ilość młodych ludzi zostaje na terenie centralnej Polski, służąc jako materiał rozpłodowy. Słabe dzieci pozbawione opieki rodziców i głodzone małymi racjami żywnościowymi umierały. Przeżywały tylko silne, potrzebne do pracy niewolniczej na roli i w fabrykach Rzeszy. Polscy rolnicy i ich rodziny zostają przeniesieni do wielkich obozów filtracyjnych skąd również większość z nich trafia na roboty, a tylko nieliczna mniejszość powrócą na wieś. W ten oto sposób pozbawieni zaopatrzenia w żywność, partyzanci, wychodzą z lasu, i próbują przedostać się do miasta. Jednak próby te w 90% kończyły się fiaskiem.

    Życie dzieci i ludzi starszych pozostawionych na terenie miast polskich byłoby okropne. Pozbawieni wiedzy, kościoła (który jako oparcie społeczeństwa polskiego również został zlikwidowany), głodzeni, dziesiątkowani zarazami, pozostawieni na pastwę niemieckich strażników którzy mieli prawo zabijać bez podania przyczyny. Życie Polaka w tych miastach było mniej warte od życia niemieckiego psa. Po kilku pokoleniach Polacy przestają być już Polakami. Zapominają nawet, że kiedyś nimi byli.

    Opowieść ta może mieć dwa zakończenia:
    I zakończenie, optymistyczne – Po kilkudziesięciu latach Polska zostaje oswobodzona przez któryś z krajów, w których panuje demokracja (możliwe, że przez USA), w wyniku prowadzenia przez to państwo wojny z Niemcami. Polakom zostaje wtedy przywrócone wolne państwo. Państwem tym kieruje inteligencja wywodząca się z polskich emigrantów pozostających przez czas okupacji poza granicami okupowanymi przez Niemców. Po kilku latach dzięki pomocy jednego lub wielu mocarstw, udaje się nam od zera zbudować gospodarkę. Jednak Polacy nigdy nie będą już tymi samymi Polakami. Większość z nich będzie tylko zwierzętami ubranymi w ludzką skórę. Pozbawieni wszystkiego, co ludzkie, obdarci ze szlachetności, inteligencji, zachowań które cechują człowieka. Miną pokolenia nim Polacy, odrodzą się jako naród.

    II zakończenie, pesymistyczne – Polacy nie dostają pomocy z nikąd. Ilość i przydatność Polaków jako siły roboczej spadła, więc hitlerowcy postanowili zniszczyć resztki narodu polskiego. Miasta do których sprowadzono również robotników przymusowych i chłopów, zostają otoczone przez żołnierzy i przy użyciu gazu bojowego Polacy znajdujący się w nich zostają eksterminowani. Po tych wydarzeniach na tereny byłych polskich miast i wsi wchodzą grupy, których celem jest odremontowanie budynków, uprzątnięcie trupów, i ogólne przygotowanie terenów na przyjęcie niemieckich osadników i przyłączenie tych terenów do Rzeszy. Po kilku pokoleniach tereny te stają się rdzenną ziemią niemiecką.

    Tak według mnie wyglądałaby przyszłość Polski rządzonej przez hitlerowców.

    Slavik

    Tekst do Wygrawerowania
    na nierdzewnej bransoletce,
    noszonej stale na przegubie
    na wypadek nagłego zaniku pamięci.

    1. JEŻELI COŚ CIĘ BOLI:
    -DOBRA WIADOMOŚĆ: ŻYJESZ
    -ZŁĄ WIADOMOŚĆ: TEN BÓL
    CZUJESZ WYŁĄCZNIE TY.
    2. TO WSZYSTKO DOOKOŁA
    CO CIĘ TU SZCZELNIE OTACZA
    NIE CZUJĄC TWEGO BÓLU,
    JEST TO TAK ZWANY ŚWIAT.
    3. UBAWI CIĘ, ŻE JEST ON
    REALNY I JEDYNY
    A LEPSZEGO NIE BĘDZIE,
    PRZYNAJMNIEJ PÓKI ŻYJESZ.
    4. GDY JUŻ SKOŃCZYSZ SIĘ ŚMIAĆ,
    ODRZUĆ LOGICZNY WNIOSEK,
    ŻE TAKI ŚWIAT BYĆ MUSI
    PRZYWIDZENIEM ALBO SNEM.
    5. TRAKTUJ GO CAŁKIEM SERIO,
    JAK ON PRZED CHWILĄ CIEBIE-
    DOKONUJĄC WYBORU
    SPECJALNEJ CIĘŻARÓWKI,
    6. BY W KOREŚLONYM MIEJSCU
    I UŁAMKU SEKUNDY
    POTRĄCIŁA CIĘ, KIEDY
    PRZECHODZIŁEŚ PRZEZ JEZDNIĘ.

    Stanisław Barańczak


    • RSS